środa, 24 lipca 2013

Wakacje czas zacząć

Upragniony urlop czas start! Od jutra, dokładnie od 14:30 mogę już pakować się na wakacje! Bilet zabukowany, bikini w fazie poszukiwań, myślami jestem już w Mediolanie ;) Dzień wyjazdu zbliża się nieubłaganie, a ja nadal nie dość, że nie spakowana, to zupełnie pozbawiona pomysłu jak ja to wszystko pomieszczę w małej walizeczce. 10 kg to naprawdę niewiele jeśli chodzi o bagaż. Mam jeszcze kilka dni aby na spokojnie przemyśleć co zabrać, a co zostawić w domu. Pogodziłam się już z faktem, że nie zabiorę wszystkich swoich butów i zaledwie część z nich będzie ze mną podróżować :)

W tym roku pokochałam szorty w każdej postaci! Koronkowe, które mam na sobie są absolutnie rewelacyjne! Przyznam się, że polowałam na nieco inne, ale gdy tylko je zobaczyłam powiedziały do mnie: 'MAMO" - nie mogłam przejść obok nich obojętnie. Doskonale sprawdzają się na upalne dni, są przewiewne i wykonane z materiału, który przepuszcza powietrze. Mój nowy nabytek szybko zaprzyjaźnił się z gorsetem i od tej pory tworzą zgrany duet ;) 

I a propos Mediolanu i generalnie północnych Włoch. Znacie jakieś miejsca, które warto zobaczyć? Zabytki, kawiarnie, etc? Będę miała 7 dni aby to wszystko zobaczyć i nie chciałabym niczego ominąć. Z góry bardzo dziękuję za pomoc! ;)















                                                                 Fot. Kasia Staniorowska

gorset - Tally Weijl
szorty - no name
szpilki - Stradivarius

A Wy co zabralibyście ze sobą? Jest coś bez czego nie wyobrażacie sobie swoich wakacji? :)

Ro.

niedziela, 14 lipca 2013

Afro i inne rozterki

Niedziela, niekoniecznie słoneczna, rzekłabym nawet nudna. Godzina 12, dzwoni telefon... w słuchawce męski głos "Roksana, szykuj szybko jakąś fajną stylizację i robimy zdjęcia. Mamy wizażystkę i fryzjerkę, reszta należy do Ciebie. Robimy pracę na zaliczenie Magdy". I  w ten oto zwariowany sposób powstała stylizacja którą Wam prezentuję. Miałam zaledwie pół godziny by na szybko ogarnąć coś co się nadaje, coś w stylu high fashion. Otworzyłam szafę, a w głowie pustka... ale, ale! Jest jeszcze szafa mamy i jej ubrania sprzed kilku, a nawet kilkunastu lat. Wygrzebałam tę marynarkę, prawda, że świetna? Aż dziwne, że o niej zapomniałam, idealnie wpasowuje się w klimat sesji. 
Ale może kilka słów o całym tym evencie. Otóż Magda, która wykonała mi makijaż uczy się w szkole wizażu, termin oddania prac zbliżał się nieubłaganie, więc musieliśmy się spieszyć. Do wykonania tego make upu zainspirowała nas Val Garland - przezdolna brytyjska wizażystka, znana ze współpracy z Lady Gagą. Jak można się domyślić po krótkiej prezentacji tej ciekawej osoby, makijaż nie miał być ładny, nie miał podkreślać urody, miał być artystyczny, inny, rzucający się w oczy. Myślę, że Magda spisała się na medal, make up jest co by tu dużo mówić genialny! I chociaż nie wyszłabym w takim na ulicę to i tak mi się podoba. Najgorzej było z brwiami... które nie są moimi naturalnymi :D Te zostały pokryte dziwną, cielistą mazią, konsystencja plateliny. Śmiesznie. Na ich miejsce 'wskoczyły' te namalowane na czarno, delikatnie pofalowane.

Włosami zajęła się Asia, młoda, bardzo zdolna dziewczyna z mojego miasta. Na co dzień nie mogę się pochwalić bujną czupryną, a tutaj proszę, afro jak się patrzy! W życiu nie miałam tylu włosów :D Szkoda, że efekt był jednodniowy... ale zawsze to coś! Jednak karbownica to ciekawe urządzenie, potrafi zdziałać cuda. Mnie uszczęśliwiła jak widać, tyle frajdy z takimi włosami ;) Ci co nie mają ich zbyt gęstych pewnie wiedzą o co chodzi.

Po przejściu przez wszelkie kosmetyczne i fryzjerskie zabiegi czas na stylizację. Jak już wcześniej wspomniałam marynarka pochodzi z szafy mamy (nadal się nią zachwycam), spodnie z Reserved, a szpilki już znacie z poprzedniej stylizacji, jedynym dodatkiem na jaki sobie pozwoliłam są czarne korale, coby nie przesadzić.

Zdjęciami zajął się Przemek Woleńszczak, czyli męski głos z słuchawki ;)












marynarka - szafa mamy
spodnie - reserved
buty - stradivarius
korale - no name




Wiecie co? Najbardziej zadowolona jestem z włosów, lubię z nimi eksperymentować i staram dbać się o nie jak się tylko da, ale serce mi się krajało, jak rozgrzana karbownica się z nimi zaprzyjaźniała ;) 


Miłego czytania
Ro.