środa, 27 listopada 2013

Happy... birthday?

365 dni, tak powinnam napisać w dniu urodzin swojego bloga. Nie napisałam. Dlaczego? Przyczyna jest tak prozaiczna, tak normalna, że owijanie w bawełnę może Was tylko wkurzyć. Zapomniałam. Tak zupełnie po ludzku zapomniałam, że 10 listopada rok wstecz dojrzałam do założenia bloga. W tym miejscu powinnam napisać jaka to nie jestem z siebie dumna i czego się nauczyłam. Gadki w takim stylu pewnie znacie na pamięć, a ja nie mam w zwyczaju ściemniać. Fakt, wypracowałam w sobie jako tako systematyczność, niedoskonałą co prawda, ale zaczątek jest, co bardzo mnie cieszy. Mobilizacja do działania to też jest jakiś skutek uboczny rocznego blogowania. Słońce czy deszcz, trzeba kombinować. Uwiecznić stylizację trzeba. Naskrobać kilka słów - też miło.
Jednak jest coś co jest wypadkową mojego działania. Dzięki blogowi poznałam mnóstwo wspaniałych ludzi, spotkałam się z wieloma inspirującymi osobami. Uważam to za niekwestionowany sukces. Jeden z wielu, a że skromne ze mnie dziewczę resztę zachowam dla siebie ;)
Najważniejsze w tym wszystkim jest jednak coś innego. Połączyłam ze sobą swoje dwie największe pasje - fotomodeling i modę. W fashion zawsze czułam się jak ryba w wodzie, ale nigdy, nawet w najśmielszych snach, nie sądziłam, że dojdzie do założenia bloga. Ktoś chciał inaczej i wpierwszymrzędzie funkcjonuje już prawie rok. Przyznam się Wam szczerze, że od dłuższego czasu zastanawiam się nad zmianą adresu tejże strony internetowej. I to może być zabawne, ale nasunęła mi się taka refleksja po wypowiedzi blogerki, która nie popisała się szczególną znajomością angielskiego, oczywiście mowa o vivivi w AMERYKAŃSKIEJ TiVi :D chciałabym aby nazwa była bardziej melodyjna, dodam, że nie będzie w języku polskim aczkolwiek jak najbardziej nawiązywać będzie do obecnej nazwy. Co o tym sądzicie? Czy zmiana adresu po roku czasu ma w ogóle sens? Czekam na Wasze odpowiedzi i podpowiedzi, które są dla mnie niezwykle cenne.

Dzisiaj wychodzę do Was z propozycją stroju imprezowo-wyjściowego. Oczywiście nie ma tutaj mowy o party z nadętym towarzystwem, które zjadłoby mnie za te fikuśne rajstopy! Być może mój zestaw potraktujecie jako inspirację na zbliżające się Andrzejki, być może na Sylwestra. Odradzam na wizytę u babci!







Fot. Przemysław Woleńszczak
Make up Monika Woleńszczak

Sukienka - H&M
Pasek - Orsay
Rajstopy - Gatta


Ro.